Let it snow
St. Patrick's Day
[info]huanming
W związku z tym, że zostałam nagrodzona nowymi słuchaczami (obawiam się, że na ich nieszczęście), sporo ostatnio opowiadam o Chinach. I im więcej mówię tym więcej chcę powiedzieć, tym więcej mi się przypomina, etc. (też współczujecie moim nowym współpracownikom?). Okoliczności przyrody przypomniały mi moje chińskie święta. Niby śniegu nie było, zimno nie było, świątecznie też nie bardzo ale nie tak do końca. Niedaleko akademika, w miejscu które mijałam codziennie idąc się karmić stanęło takie cudeńko:



Jeden miś był świąteczny, a drugi noworoczny. Misie były pluszowe i mięciutkie. Co i rusz ktoś podchodził i sprawdzał, wliczając w to moją skromną. Ale to nie wszystkie małe radości jakie czekały na człowieka.



Bałwanek porażał swoją uroczowatością i przez dobry miesiąc za kazdym razem gdy przechodziłam obok zastanawiałam się czy by go aby nie przygarnąć. Nawet jego guziczki mówiły "weź mnie ze sobą". Ale byłam twarda i dzielna, pozostawiłam dając innym szansę nacieszenia się nim.
W zawiązku z brakiem tradycji obchodzenia tych świąt, na dekoracjach się skończyło. Dla większości Chińczyków była to dodatkowa okazja do pójścia na piwo czy inną imprezę. Ja natomiast przekonałam się na własne oczy, że norweskie choinki przystrojone są w większości norweskimi flagami w ilości ogromnej.

A w chińskim Carrefourze znalazłam coś, co wywołało we mnie histeryczny napad śmiechu i nawet tolerancyjni Chińczycy rzucali mi zaskoczone spojrzenia. A oto co znalazłam:



Nie pamiętam czy kiedyś aby nie wspominałam jak wyglądają święta w Japonii. Jeżeli tak to się powtórzę. Japończycy stworzyli sobie śliczną nową tradycje. W BN tłumnie jadą do KFC, ustawiają się w niewyobrażalnie długiej kolejce (czy wspominałam, że Japończycy uwielbiają stać w kolejkach?), i czekają na możliwość zakupienia swojego świątecznego kubełka z kurczakiem. Drugim tradycyjnym daniem świątecznym jest tort truskawkowy. Torty truskawkowe zaczynają się reklamować w październiku, taka japońska wersja wszechobecnego "Last Christmas". Oczywiście torty z truskawkami są najbardziej problematycznymi tortami z jakimi się spotkałam, bo każdy musi dostać równy kawałek truskawki. Ale o tym innym razem.

Korzystając z okazji 圣诞节快乐!

Ise-jingū - 伊勢神宮
St. Patrick's Day
[info]huanming
Świątynia Ise, to najważniejsza świątynia shintoizmu w Japonii. Poświęcona jest bogini słońca, narodzonej z lewego oka znanego nam już Izanagiego, Amaterasu-ōmikami. Na pierwszy rzut oka imię trudne do zapamiętania, prawda? Ale, ale, nic nie jest niemożliwe przy odrobinie wyobraźni.Będąc jeszcze na studiach, gdy usłyszeliśmy o niej po raz pierwszy trzeba było wymyślić jakiś sposób na zapamiętanie jej. Okazało się to wcale nie trudne, wystarczy tylko trochę przerobić jej imię i wyjdzie nam 'na materacu z chomikami', a stąd już rzut beretem do odkręcenia i przypomnienia sobie imienia właściwego. Co prawda odbiera to bogini sporą część jej majestatu, ale cóż tam, jakoś trzeba sobie radzić. Do więc, Amaterasu zesłała na ziemię swojego wnuka Ninigi, który zgodnie z legendą dał początek japońskiemu rodowi cesarskiemu. Jednym z atrybutów władzy, które dostał on od Amaterasu jest Ośmioboczne Zwierciadło, Yata no Kagami (八咫镜) symbolizujące między innymi mądrość. Podobno, zwierciadło to jest przechowywane właśnie w Świątyni Ise, obleczone w warstwy płótna, których zewnętrzna część jest wymieniana gdy zacznie kruszeć. Dlaczego tylko zewnętrzna? Otóż, od śmierci pierwszego cesarza Jimmu (praprawnuka Ninigi) nikt nie ma prawda zajrzeć do środka.

Ale wróćmy do świątyni. Najprawdopodobniej w obecnym kształcie została wzniesiona ok VII wieku a jej architektura pozbawiona jest wpływów buddyjskich i chińskich, tak bardzo widocznych w późniejszym budownictwie. Mamy więc do czynienia z czysto japońską myślą architektoniczną. Ale to jeszcze nie wszystko. Od momentu powstania, świątynia wraz z prowadzącym do niej mostem, co 20 lat jest budowana od nowa. Rozbiera się starą, z drewna z którego była zrobiona robi się dewocjonalia i rozsyła do wszystkich pomniejszych japońskich świątyń shintoistycznych, po czym z nowego materiału buduje się dokładnie identyczną. Dzięki temu, że jest ona identyczna i zmienia się tylko materiał wciąż uważana jest ona za najstarszą w Japonii. Ostatni raz budynki wzniesiono w 1993 roku co jest ich 61. odtworzeniem. Oczywiście dostęp do świątyni jest ściśle ograniczony i zwykli ludzie mogą zobaczyć co najwyżej dach. Nie wolno również robić żadnych zdjęć. A dach, któremu zdjęć też nie wolno robić, wygląda tak:


Podobno zakaz nie robienia zdjęć jest ściśle przestrzegany, nie widziałam nikogo robiącego zdjęcia. Ja bezczelnie wykorzystałam moment gdy wszyscy grzecznie się modlili by pstryknąć jedną fotkę. Bo przecież skoro materiał nie jest starszy niż 20 lat to ani się nie uszkodzi ani go nie ubędzie. Rzeczami charakterystycznymi dla wszystkich budynków w chramie Ise jest to, że wszystkie usytuowano na palach i podłoga znajduje się ponad poziomem gruntu, a także belki dachów, które wystają poza. Najczęściej ogrodzone drewnianym płotkiem, który nie tylko powstrzymuje nieproszonych turystów, a tych w Japonii jest naprawdę niewielu, ale także umożliwia przygotowanie miejsca pod odbudowę świątyni, bądź też jest tam na czas odbudowywania świątynie, bądź też jest tam jeszcze chwilę po zakończeniu odbudowywania. Zastanawiam się czy w ogóle jest możliwość zobaczenia czegokolwiek poza dachem, jeśli oczywiście nie jest się np. członkiem rodu cesarskiego, bądź najwyższym kapłanem lub innym uprawnionym do przebywania w pobliżu. Pewną rekompensatą jest to, że teren świątynny jest częścią Parku Narodowego Ise-Shima i miejscem naprawdę ładnym i malowniczym. Idąc od strony miasta, żeby wejść na teren chramu musimy przejść przez mniej więcej 100 metrowy, drewniany most Uji, nad rzeką Isuzu, który również zbudowany jest w tradycyjnym japońskim stylu, a także odbudowuje się go co 20 lat. A most wygląda tak:


A jego konstrukcja od boku tak:
  

Most podzielony jest na pół, dzięki czemu mrowia turystów mogą przelewać się we właściwą stronę nie przeszkadzając sobie. A mrowia turystów wyglądają tak:
  

Oczywiście, jak to w japońskich światyniach shintoistycznych, muszą być torii. Na powyższym zdjęciu, piękne, wielkie, drewniane torii. Każda "noga" zrobiona jest z jednego pnia specjalnie hodowanego drzewa. Oczywiście, przez im większą ilość torii przejdziemy to znajdujemy się na tym bardziej świętym obszarze. Najczęściej, zanim dojdzie się do głównego budynku świątynnego przechodzimy przez kilka torii. Ale po drodze możemy zobaczyć też inne ciekawe miejsca. Poniżej ładny budyneczek świątynny, do którego wstęp mają normalni ludzie, niestety nie udało mi się wejść do środka gdyż odbywały się tam jakieś uroczystości dla specjalnie zaproszonych gości.
  

Dotrzemy też do malutkich świątynek poświęconych drobniejszym bóstwom, jak na przykład Boskiemu Wiatrowi.
  

Spotkamy też Japończyków obejmujących drzewa, co by sprawdzić jak są duże. A te były naprawdę imponujące.
  

I dziwne drzewka. Widziałam je w kilku miejscach w Japonii i nie mam pojęcia co to za drzewka. Jeżeli ktoś wie dajcie znać i zaspokójcie moją ogromną ciekawość.
  

Poza tym wszystkim, Świątynia Ise dość mnie rozczarowała. Chyba spodziewałam się czegoś więcej po Świątyni świątyń, po najważniejszym miejscu kultu dla Shintoizmu. Na przykład, najważniejsza świątynia w Nagoyi robi dużo większe wrażenie, ale o tym innym razem. Najwyraźniej moje taidu było nieodpowiednie. Na koniec torii. Jak już pewnie zauważyliście mam do nich sporą słabość....
  

Ise - 伊勢市
St. Patrick's Day
[info]huanming
I powracamy do Japonii. A konkretnie do miejscowości, w której znajduje się świątynia świątyń, najważniejsza dla Shintoizmu. Ale dziś nie o niej. Dziś o mieście, w którym się znajduje. A miasto to jest przeurocze. Co jest w nim szczególnego? W większości jest to miasteczko turystyczne ze ślicznym, starym centrum. A to co w centrum nie jest stare, zostało wybudowane w starym stylu dokładnie pasującym do reszty architektury. Na przykład taki bank:



Jedyne co mówi nam, że to bank i w środku znajdziemy bankomacik, dużo szkła, nowoczesne wnętrze to napis. Dla ciekawskich, gdy banki powstawały w Japonii nie miały swoich nazw tylko numery. Na zdjęciu bank 105. W ostatnich latach część z banków zmieniła nazwy na konkretne, niecyfrowe, nowo powstałe banki też posiadają nazwę własną ale znaczna część z nich pozostała przy tradycyjnej nazwie numerycznej. Oczywiście podkreśla to wieloletnią tradycję i takie tam drobiazgi. Im mniejszy numer, tym starszy bank.
Ale wróćmy do Ise. Jak już powiedziałam, centrum utrzymane jest w starym stylu, znajdziemy tu same drewniane budynki z przesuwanymi drzwiami, herbaciarnie z rozsuwanymi ścianami gdzie siedzi się na podłodze.


Przechadzając się po centrum Ise, mamy wrażenie, że znaleźliśmy się na planie jakiegoś filmu o dawniejszej Japonii, i tylko ubrania turystów zaburzają to odczucie. Ale za to możemy znaleźć różne ciekawostki jak na przykład rekina w okularach. Rekin w okularach wynagradza absolutnie wszystko.



A rekina tego znalazłam w sklepie z rybami, w którym można kupić prawie każdą rybę, zarówno suszoną jak i świeżutką. Oczywiście żeby zachęcić do kupna czegokolwiek, właściciel bierze porcje małych rybek, które są odpowiednio przyprawione i przygotowane i częstuje wszystkich wchodzących bądź kręcących się w pobliżu klientów. Mnie do wejścia do środka zachęciło coś innego, a mianowicie:



Ale na tym nie kończą się ciekawostki w centrum. Pomimo jego naprawdę niewielkich rozmiarów możemy znaleźć tam o wiele więcej. Chociażby patrząc na dachy mijanych budynków.



Kontynuując ciekawostki. Na pewno nie raz widzieliście japońskiego kotka "machającego" łapką. Otóż, on tą łapką nie macha, tylko zaprasza, przywołuje do siebie. Dlaczego wg nas macha? Otóż, w Japonii gest przywoływania kogoś do siebie wyglada zupełnie inaczej niż u nas. Otóż, wnętrze dłoni kierujemy do przywoływanej osoby i najczęściej ruchem palców w dół przywołujemy do siebie. Stąd podobieństwo do naszego machania. Mnóstwo takich figurek można znaleźć w azjatyckich restauracjach np. w Krakowie. Kotek ten nazywa się Maneki Neko (招き猫), co można dosłownie przetłumaczyć jako "przywołujący kot". Występuje we wszelkich formach, od figurek najczęściej zrobionych z porcelany, po wszelkiej maści pierdółki i ozdóbki. Ogólnie przynosi szczęście w interesach, ale nie tylko. W zależności od tego którą łapkę ma uniesioną może dawać dodatkowe bonusy. Jedna łapka (teoretycznie lewa) uniesiona do góry ma przysporzyć klientów, a prawa bogactwo i szczęście. Oczywiście ważne są też szczegóły. W zależności od tego jakiej maści jest kotek, jakiego koloru ma obróżkę i czy na przykład trzyma coś dodatkowo w łapkach, może przynosić też dodatkowe rzecze, albo wyjątkowe szczęście, a nie tylko szczęście. Ale dlaczego piszę o kotkach. Otóż, w Ise możemy znaleźć cały, duży sklep z Maneki Neko. Przed wejściem wita nas duży kot:



Ale mi o wiele bardziej spodobał się szyld i jego ozdóbka:



Wewnątrz znajdziemy wszystko z kotkami, portfele, breloczki, długopisy, figurki, papeterie i absolutnie wszystko o czym możemy pomyśleć. Mi spodobał się kot materialista. Kot materialista wygląda tak:



Dla niedomyślnych, co prawda na worku jest znak fu - czyli szczęście. Ale jest to worek pieniędzy. A wnętrze pyszczka kotka, też jest złote. Ten konkretny kotek ewidentnie ma przynosić szczęście w interesach i bogactwo.
Ale to nie koniec Ise'ańskich kocich ciekawostek. Przed wejściem do sklepu, oprócz tradycyjnego posążku Maneki Neko, który widzieliście wyżej jest jeszcze jeden. A wygląda on tak:



Naprzeciwko sklepu z kotkami znajduje się japońska wersja lotto. Lokacja kolektury nie jest przypadkowa. Po pierwsze szczęście jakie musi gromadzić się w okół tak dużej ilości Maneki Neko obejmuje wszystkich dookoła. Po drugie, ktoś sprytny umieścił nad wejściem do kolektury kolejnego kotka, czyli dodatkowe szczęście.



Oczywiście, dzięki temu wszystkiemu to miejsce jest uważane za wyjątkowo szczęśliwe, i przed okienkiem praktycznie zawsze jest kolejka. Japończycy do tego stopnia wierzą w moc swoich talizmanów, że potrafią specjalnie wybrać się na wycieczkę do Ise, tylko po to by kupić los dokładnie w tym miejscu.

W Ise możemy też wzbogacić swoją wiedzę. I to przez zupełny przypadek. Wiecie jak wyglądają tradycyjne mury japońskie? Takie długie i białe i wyglądajace na solidne? W praktycznie każdym anime można takie znaleźć. Ja, niechcący dowiedziałam się, jak takie mury się robi. Lekcja poglądowa poniżej:



Otóż, to co widać w środku, to stare dachówki. Układa się je warstwami, na przemian z np. ziemią bądź gliną, bieli od zewnątrz i voila! Mamy japoński mur.
Jak wiadomo, zwiedzanie jest męczące i wpływające na apetyt. Ise, jak praktycznie każde japońskie miasto (zresztą, chińskie i tak biją je na głowę pod tym względem), szczególnie te tyrystyczne, oferuje mnóstwo przekąsek, przegryzek i innych xiao chi. Oczywiście o wiele bardziej opłaca się iść na obiad. Ale jak wszędzie, im bardziej znane miejsce, tym wyższe ceny. A jak już wspominałam, w Ise znajduje się najważniejsza świątynia w Japonii. Znajdziemy tu więc sporo drogich restauracji, ale, o dziwo w większości  ceny są rozsądne i niewiele wyższe niż w regularnych restauracjach. Jeżeli na nic nie możemy się zdecydować, warto zajrzeć do jednego z kilku miejsc oferujących zestawy z makaronem udon (うどん). Cena takiego zestawu zależna jest od wyglądu miejsca w którym jemy. Dzięki temu, za niewielką sumkę, możemy się posilić o takim obiadkiem:



Skoro jesteśmy już w temacie jedzenia. Prefektura Mie, w ktorej znajduje się Ise, znana jest ze słodyczy o wdzięcznej nazwie afakuku, które robi się z miażdżonego ryżu mochi i nadziewa, głównie pastą ze słodkiej, czerwonej fasoli. Muszę przyznać, że są pyszne. Delikatne, prawie niesłodkie, leciutkie i takie mniam. W związku z tym, że prawie każdy Japończyk jadąc na wycieczkę kupuje rózne drobiazgi rodzinie i przyjaciołom, znajdujemy w Ise mnóstwo rodzajów afakuku. Jeżeli jednak ktoś chce przywieźć bardziej wartościowy prezent, jest jeszcze jedna rzecz, którą Mie się chlubi. A są to perły. Zgdonie z tym co mówią sami Japończycy, w tym regionie, jako w jednym z bardzo nielicznych można spotkać tradycyjnych poławiaczy pereł. A raczej poławiaczki, bo zgodnie z tradycją trudnią się tym kobiety, odziane w odpowiedni strój. Jednak patrząc na ilość sprzedawanej biżuterii, tradycyjne poławianie ma raczej znaczenie atrakcji turystycznej. Niestety poławiaczek nie udało mi się spotkać. Spotkałam za to żebrzącego mnicha.



Zdjęć z bliższa niestety nie mam, gdyż w Japonii robienie zdjęć innym ludziom jest niegrzeczne. To jedna z tych magicznych rzeczy, które dla Japończyków działają tylko w Japonii, a poza jej granicami robią *puf* i znikają.

I to chyba tyle jeśli chodzi o Ise. W następnym odcinku świątynia nad świątyniami i wyjaśnienie co ma wspólnego chomik, materac i jedno znajważszych japońskich bóstw. A na zakończenie pocztóweczka z Ise.





11.11
St. Patrick's Day
[info]huanming
Zostawmy na chwilę Japonię i wróćmy do Chin. Już niedługo małe święto, święto wszystkich singli, obchodzone co roku 11.11. Wybór daty dość oczywisty, w końcu to jedyny dzień w roku kiedy w dacie pojawia się tyle jedynek, a jedynki jak wiemy są pojedyncze ;) Z tej okazji, w Chengdu organizowano mnóstwo imprez, każdy mniejszy bądź większy bar czy knajpka wziął się ostro za organizowanie dodatkowych atrakcji i oplakatowywania miasta. W końcu czymś trzeba tych singli przyciągnąć. Najpopularniejszym wybiegiem były darmowe drinki dla kobiet, darmowe wejścia dla kobiet, etc. Zdarzały się również standardowe dodatkowe atrakcje jak koncerty ale też striptizerzy, czy poprzebierane dziewczątka zachęcające do odwiedzenia tego czy innego miejsca. To małe święto wiąże się też ze wzmożoną aktywnością swatek oraz biur matrymonialny. Bycie singlem w dzień singla jest rzeczą niedobrą. Zdarza się więc, że dwójka ludzi umawia się ze sobą tylko po to żeby tym singlem przez chwilę nie być. Są też oczywiście tacy, którzy ciesząc się ze swojego obecnego stanu cywilnego korzystają z dodatkowego powodu do solidnej imprezy. Ale w zasadzie ja nie o tym chciałam. Chciałam o jednym plakacie, który urzekł mnie wielce, a wisiał sobie w przejściu którym prawie codziennie dreptałam w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda ewolucja seksualna wg Chińczyków? Ja też nie.... Ale teraz już wiem. Wygląda ona tak:



Wybaczcie kiepską jakość zdjęcia, ale jak wszystkie moje fotki z Chin, tak i to było robione przy użyciu mojego telefonu, a w przejściu gdzie wisiał plakat praktycznie zawsze było ciemno bądź ciemnawo.
Przyznacie, że pomysł interesujący?
Oczywiście korzystając z okazji, pomimo iż jeszcze kilka dni zostało, życzę wszystkim pojedynczym znajomym wszystkiego czego życzą sobie mieć życzone.

Meoto Iwa
St. Patrick's Day
[info]huanming
Miało być o żabach i marynarzach. I będzie. Ale to za chwilkę. Przez cały mój pobyt w Japonii udało mi się trafić nad ocean raz. Wiem, ze mieszkałam w mieście które znajduje się nad oceanem i ma olbrzymi port. Ale właśnie, ma olbrzymi port. Pomijam to, że do oceanu z mojego mieszkania było baaaardzo daleko. Jakieś 1,5h rowerem przy bardzo szybkiej jeździe, bądź też komunikacją miejską z dwoma lub trzema przesiadkami, co niestety przy bardzo wysokich cenach biletów było dla mnie zaporowe. Ale, jak już mówiłam, port. W Nagoyi, pójście nad ocean jest prawie niemożliwe. Cała linia brzegowa, a przynajmniej te części do których dotarłam są zabudowane, ogrodzone i zamknięte dla normalnych ludzi, więc wodę co najwyżej można zobaczyć z daleka, o ile oczywiście coś jej nie zasłania, a zasłania prawie zawsze. Tak więc nad oceanem oceanem byłam raz. Wygląda dokładnie tak samo jak morze, chociaż taki Bałtyk na przykład jest o wiele ładniejszy. Ale za to, można tam znaleźć tytułowe meoto iwa. Już wyjaśniam.

Meoto Iwa, to tzw. zaślubione skały, mocno związane z shintoizmem, uznawane za święte. Skały połączone są grubą linią zrobioną ze słomy ryżowej, lina ta nazywa się shimenawa i waży sporo ponad tonę. Ze względu na materiał z którego jest zrobiona, konieczne jest wymienianie jej kilka razy w ciągu roku, oczywiście w trakcie specjalnej ceremonii. Na większej skale, która symbolizuje mężczyznę, znajduje się malutkie torii, ale o tym zaraz. Zanim przejdę do dalszych opisów, meoto iwa wygląda tak:



No więc tak, skały symbolizuję małżeństwo mężczyzny i kobiety, a konkretnie Izanagiego i Izanami. Izanagi i Izanami to dwa bardzo ważne bóstwa w mitologii japońskiej, odpowiedzialne za stworzenie japońskich wysp. Izanami dodatkowo uważana jest nie tylko za bóstwo kreacji ale także śmierci. Zostali oni powołani do istnienia przez pierwszych bogów i przydzielono im zadanie stworzenia wyspy. Aby im to umożliwić podarowano im boską włócznię ozdobioną szlachetnymi klejnotami. Bóstwa udały się na most łączący niebo z ziemią i spieniły wodę za pomocą włóczni. Tam gdzie upadły krople wody spadające z grotu powstała wyspa, Onogoroshima. Izanagi i Izanami zstąpili na nią i uczynili z niej swój dom. A jak to się zwykle dzieje gdy na całej wyspie jest tylko jedna kobieta i jeden mężczyzna po jakimś czasie doszli do wniosku, że powinni być razem bynajmniej nie w zakresie lokalizacji w jednym miejscu. Aby odbyć ceremonię, postawili niebiański filar, dookoła którego zbudowali pałac. Ceremonia zaślubin polegała na tym, że obydwoje zaczęli okrążać filar w przeciwnych kierunkach, a gdy się spotkali Izanami przemówiła pierwsza słowami pozdrowienia, stąd też zwana jest "tą która zaprasza" (Izanami-no-Mikoto). Izanagi pomimo wątpliwości co do przebiegu ceremonii nie sprzeciwił się. Z tego związku urodziła się dwójka dzieci, które niestety były upośledzone i nie są uznawane za bóstwa. Świeżo upieczeni małżonkowie zapakowali je do łódki i wysłali w morze. Po czym niezrażeni zwrócili się do bogów z pytaniem co zrobili źle. Okazało się, że przeczucia nie myliły Izanagiego i błąd znajdował się w ceremonii. Po okrążeniu filaru i spotkaniu, to on powinien przemówić pierwszy. Ceremonię powtórzono. Izanagi, równiez zwany jest Izanagi-no-Mikoto, czyli ten który zaprasza. Tym razem wszystko skonczyło się pomyślnie, i z tego związku zrodziło się osiem wspaniałych wysp japońskiego archipelagu, czyli wszystkie które w starożytności uważane były za część Japonii. Małżeństwo miało się świetnie, w jego wyniku powstało jeszcze sześć innych wysp i wiele bóstw. Niestety, Izanami zmarła w trakcie porodu, kiedy to na świat przyszło bóstwo będące ucieleśnieniem ognia. Izanagi w gniewie zabił nowonarodzone dziecko, powołując tym na świat mnóstwo pomniejszych bóstewek. I tu historia mogłaby się skończyć, ale nie. Izanagi nie poddał się, i jak Orfeusz udał się do podziemnego świata, zwanego Yomi by odszukać swą ukochaną. Znalazł ją, jednak było ciemno i nie mógł jej zobaczyć, mimo to błagał by wróciła razem z nim. Izanami odmówiła gdyż zakosztowała już lokalnej kuchni, która na stałe włączyła ją w miłą społeczność umarlaków i uniemożliwiała powrót. Izanagi się spóźnił. Ale wciaż się nie poddawał, gdy Izanami zasnęła wziął jej grzebień i zrobił sobie z niego pochodnię aby widzieć cokolwiek. I od razu tego pożałował, gdyż zobaczył, że jego piękna niegdyś żona jest nadgniła, i ma nowe pasożyty. Tak się przeraził, że zaczął uciekać. Światło i uciekający małżonek przebudziły śpiącą Izanami, która ruszyła w pościg, wzywając męża do zostania z nią. Izanagi okazał sie szybszy, dotarł do wyjścia z Yomi i od razu je zabarykadował. Wściekła Izanami zagrozila, że jeżeli z nią nie pozostanie będzie zabijać 1000 ludzi dziennie. Niezrażony Izanagi zrewanżował się i obiecał, że będzie dawać życie 1500 osobom dziennie. I tak skończyla się historia dwóch siostrzanych bóstw. Pomimo braku happy endu, zaślubione skały są symbolem uni i małżeństwa i bynajmniej nie są symbolem negatywnym.

A teraz torii (鳥居), obiecuję już się tak bardzo nie rozpisywać, ale powyższy mit wyjątkowo mi się spodobał. Torii jest bramą oddzielającą teren święty od świeckiego. Spotkac je można przed każdą shintoistyczną świątynią w Japonii. Symbol przejścia i takie tam. Torii wykonuje się głównie z kamienia bądź drewna. Na większe drewniane torii hoduje się specjalne drzewa, które po osiągnięciu odpowiedniej wysokości są ścinane i z nich robi się poszczegolne elementy, ale o tym więcej przy okazji świątyni Ise. A teraz ciekawostka. Jak przedsiębiorczy Japończycy wykorzystują symbolikę i znaczenie torii. Otóż, wymyślili sobie, że w miejscach gdzie ludzie dużo śmiecą wystarczy postawić torii i nikt już śmiecić nie będzie, bo jak to tak w świętym miejscu. Można je więc spotkać przy bardziej ruchliwych drogach i w miejscach w których nikt by się ich nie spodziewał. Co jeszcze ciekawsze to działa. Przejeżdżając samochodem pod torii, Japończycy nie tylko powstrzymują się od śmiecenia, trąbienia, etc., ale także jadą ostrożniej. Poniżej malutkie torii z zaślubionych skał:



A teraz żaby. W pobliżu zaślubionych skał, wzdłóż wybrzeża, biegnie sobie ładna spacerowa droga, taki prawie że długi tarasik, wzdłuż którego znajdziemy małe świątynki, liczne torii i mnóstwo żab. Dlaczego żab? Po japońsku, żaba to kaeru. Ale kaeru znaczy też wracać. Ale nie tylko. Kaeru znaczy też mieć możliwość. Logicznie rzecz biorąc, żaba symbolizuje więc możliwość powrotu. A czego życzy się marynarzom? Możliwości powrotu do domu. Stąd te żaby.



Żab jest mnóstwo i są absolutnie wszędzie, w każdym możliwym rozmiarze. Idąc tamtędy można sie wręcz o nie potknąć i gdzie się nie spojrzy tam żaba... Na tej powyżej można zostawić pieniązka w ramach prośby bądź ofiary. I tu kolejna rzecz specyficzna dla Japonii, pieniążków tych nikt nie ruszy. Będą tam sobie leżeć przez nikogo nie niepokojone. Można też znaleźć takie żabki:



Te żabki należy polać wodę, używając do tego bambusowych chochelek widocznych na zdjęciu. Polanie jednej z żabek ma przynieść szczęście. Niestety nie pamiętam której. Nie pamietam również co daje polanie drugiej żabki, ale też coś dobrego ;)
Na zakończenie jeszcze jeden widok na zaślubione skały z żabą na pierwszym planie.



You are viewing [info]huanming's journal