I powracamy do Japonii. A konkretnie do miejscowości, w której znajduje się świątynia świątyń, najważniejsza dla Shintoizmu. Ale dziś nie o niej. Dziś o mieście, w którym się znajduje. A miasto to jest przeurocze. Co jest w nim szczególnego? W większości jest to miasteczko turystyczne ze ślicznym, starym centrum. A to co w centrum nie jest stare, zostało wybudowane w starym stylu dokładnie pasującym do reszty architektury. Na przykład taki bank:

Jedyne co mówi nam, że to bank i w środku znajdziemy bankomacik, dużo szkła, nowoczesne wnętrze to napis. Dla ciekawskich, gdy banki powstawały w Japonii nie miały swoich nazw tylko numery. Na zdjęciu bank 105. W ostatnich latach część z banków zmieniła nazwy na konkretne, niecyfrowe, nowo powstałe banki też posiadają nazwę własną ale znaczna część z nich pozostała przy tradycyjnej nazwie numerycznej. Oczywiście podkreśla to wieloletnią tradycję i takie tam drobiazgi. Im mniejszy numer, tym starszy bank.
Ale wróćmy do Ise. Jak już powiedziałam, centrum utrzymane jest w starym stylu, znajdziemy tu same drewniane budynki z przesuwanymi drzwiami, herbaciarnie z rozsuwanymi ścianami gdzie siedzi się na podłodze.

Przechadzając się po centrum Ise, mamy wrażenie, że znaleźliśmy się na planie jakiegoś filmu o dawniejszej Japonii, i tylko ubrania turystów zaburzają to odczucie. Ale za to możemy znaleźć różne ciekawostki jak na przykład rekina w okularach. Rekin w okularach wynagradza absolutnie wszystko.

A rekina tego znalazłam w sklepie z rybami, w którym można kupić prawie każdą rybę, zarówno suszoną jak i świeżutką. Oczywiście żeby zachęcić do kupna czegokolwiek, właściciel bierze porcje małych rybek, które są odpowiednio przyprawione i przygotowane i częstuje wszystkich wchodzących bądź kręcących się w pobliżu klientów. Mnie do wejścia do środka zachęciło coś innego, a mianowicie:

Ale na tym nie kończą się ciekawostki w centrum. Pomimo jego naprawdę niewielkich rozmiarów możemy znaleźć tam o wiele więcej. Chociażby patrząc na dachy mijanych budynków.

Kontynuując ciekawostki. Na pewno nie raz widzieliście japońskiego kotka "machającego" łapką. Otóż, on tą łapką nie macha, tylko zaprasza, przywołuje do siebie. Dlaczego wg nas macha? Otóż, w Japonii gest przywoływania kogoś do siebie wyglada zupełnie inaczej niż u nas. Otóż, wnętrze dłoni kierujemy do przywoływanej osoby i najczęściej ruchem palców w dół przywołujemy do siebie. Stąd podobieństwo do naszego machania. Mnóstwo takich figurek można znaleźć w azjatyckich restauracjach np. w Krakowie. Kotek ten nazywa się Maneki Neko (招き猫), co można dosłownie przetłumaczyć jako "przywołujący kot". Występuje we wszelkich formach, od figurek najczęściej zrobionych z porcelany, po wszelkiej maści pierdółki i ozdóbki. Ogólnie przynosi szczęście w interesach, ale nie tylko. W zależności od tego którą łapkę ma uniesioną może dawać dodatkowe bonusy. Jedna łapka (teoretycznie lewa) uniesiona do góry ma przysporzyć klientów, a prawa bogactwo i szczęście. Oczywiście ważne są też szczegóły. W zależności od tego jakiej maści jest kotek, jakiego koloru ma obróżkę i czy na przykład trzyma coś dodatkowo w łapkach, może przynosić też dodatkowe rzecze, albo wyjątkowe szczęście, a nie tylko szczęście. Ale dlaczego piszę o kotkach. Otóż, w Ise możemy znaleźć cały, duży sklep z Maneki Neko. Przed wejściem wita nas duży kot:

Ale mi o wiele bardziej spodobał się szyld i jego ozdóbka:

Wewnątrz znajdziemy wszystko z kotkami, portfele, breloczki, długopisy, figurki, papeterie i absolutnie wszystko o czym możemy pomyśleć. Mi spodobał się kot materialista. Kot materialista wygląda tak:

Dla niedomyślnych, co prawda na worku jest znak fu - czyli szczęście. Ale jest to worek pieniędzy. A wnętrze pyszczka kotka, też jest złote. Ten konkretny kotek ewidentnie ma przynosić szczęście w interesach i bogactwo.
Ale to nie koniec Ise'ańskich kocich ciekawostek. Przed wejściem do sklepu, oprócz tradycyjnego posążku Maneki Neko, który widzieliście wyżej jest jeszcze jeden. A wygląda on tak:

Naprzeciwko sklepu z kotkami znajduje się japońska wersja lotto. Lokacja kolektury nie jest przypadkowa. Po pierwsze szczęście jakie musi gromadzić się w okół tak dużej ilości Maneki Neko obejmuje wszystkich dookoła. Po drugie, ktoś sprytny umieścił nad wejściem do kolektury kolejnego kotka, czyli dodatkowe szczęście.

Oczywiście, dzięki temu wszystkiemu to miejsce jest uważane za wyjątkowo szczęśliwe, i przed okienkiem praktycznie zawsze jest kolejka. Japończycy do tego stopnia wierzą w moc swoich talizmanów, że potrafią specjalnie wybrać się na wycieczkę do Ise, tylko po to by kupić los dokładnie w tym miejscu.
W Ise możemy też wzbogacić swoją wiedzę. I to przez zupełny przypadek. Wiecie jak wyglądają tradycyjne mury japońskie? Takie długie i białe i wyglądajace na solidne? W praktycznie każdym anime można takie znaleźć. Ja, niechcący dowiedziałam się, jak takie mury się robi. Lekcja poglądowa poniżej:

Otóż, to co widać w środku, to stare dachówki. Układa się je warstwami, na przemian z np. ziemią bądź gliną, bieli od zewnątrz i voila! Mamy japoński mur.
Jak wiadomo, zwiedzanie jest męczące i wpływające na apetyt. Ise, jak praktycznie każde japońskie miasto (zresztą, chińskie i tak biją je na głowę pod tym względem), szczególnie te tyrystyczne, oferuje mnóstwo przekąsek, przegryzek i innych xiao chi. Oczywiście o wiele bardziej opłaca się iść na obiad. Ale jak wszędzie, im bardziej znane miejsce, tym wyższe ceny. A jak już wspominałam, w Ise znajduje się najważniejsza świątynia w Japonii. Znajdziemy tu więc sporo drogich restauracji, ale, o dziwo w większości ceny są rozsądne i niewiele wyższe niż w regularnych restauracjach. Jeżeli na nic nie możemy się zdecydować, warto zajrzeć do jednego z kilku miejsc oferujących zestawy z makaronem udon (
うどん). Cena takiego zestawu zależna jest od wyglądu miejsca w którym jemy. Dzięki temu, za niewielką sumkę, możemy się posilić o takim obiadkiem:

Skoro jesteśmy już w temacie jedzenia. Prefektura Mie, w ktorej znajduje się Ise, znana jest ze słodyczy o wdzięcznej nazwie afakuku, które robi się z miażdżonego ryżu mochi i nadziewa, głównie pastą ze słodkiej, czerwonej fasoli. Muszę przyznać, że są pyszne. Delikatne, prawie niesłodkie, leciutkie i takie mniam. W związku z tym, że prawie każdy Japończyk jadąc na wycieczkę kupuje rózne drobiazgi rodzinie i przyjaciołom, znajdujemy w Ise mnóstwo rodzajów afakuku. Jeżeli jednak ktoś chce przywieźć bardziej wartościowy prezent, jest jeszcze jedna rzecz, którą Mie się chlubi. A są to perły. Zgdonie z tym co mówią sami Japończycy, w tym regionie, jako w jednym z bardzo nielicznych można spotkać tradycyjnych poławiaczy pereł. A raczej poławiaczki, bo zgodnie z tradycją trudnią się tym kobiety, odziane w odpowiedni strój. Jednak patrząc na ilość sprzedawanej biżuterii, tradycyjne poławianie ma raczej znaczenie atrakcji turystycznej. Niestety poławiaczek nie udało mi się spotkać. Spotkałam za to żebrzącego mnicha.

Zdjęć z bliższa niestety nie mam, gdyż w Japonii robienie zdjęć innym ludziom jest niegrzeczne. To jedna z tych magicznych rzeczy, które dla Japończyków działają tylko w Japonii, a poza jej granicami robią *puf* i znikają.
I to chyba tyle jeśli chodzi o Ise. W następnym odcinku świątynia nad świątyniami i wyjaśnienie co ma wspólnego chomik, materac i jedno znajważszych japońskich bóstw. A na zakończenie pocztóweczka z Ise.
